sobota, 4 stycznia 2014

Lordi, babeczki i głupi pies

Po prawie nieprzespanej nocy wstaję około 6 rano i na wpół otwartymi oczami widzę ciemność... w pokoju, za oknem, wszędzie. Oczywiście musiałam się gwiznąć o szafkę, bo przecież po co założyć kapcie... a każda szafka tylko poluje na nasz mały palec. Przeklinając w duchu poczłapałam do kuchni z myślą "KAWYYYY". Jak pomyślałam tak zrobiłam. Potem jajecznica. Guzdranie doprowadziło mnie oczywiście do sytuacji, w której wybiegłam niczym tajfun z domu by zdążyć na autobus. Potem "gburek-ponurek" pan kierowca w autobusie łaskawie wydał mi bilet. O dzięki Ci najłaskawszy.... prawie zjadł mnie wzrokiem. Potem zjeb... automat do biletów pożarł mi resztę. ODDAJ MI MOJE 40 GROSZY KUPO ZŁOMU! Na szczęście automat do kawy na uczelni jest uczciwszy. 
Pierwsze zajęcia - statystyka. Miód na mój mózg z rana. Sarkazm oczywiście. Wyciągam czytnik z zamiarem zagłębienia się w lekturę książki, ale nagle zrobiło się ciekawie - rozmawialiśmy o arbitrażu, czyli sytuacji w której bez ryzyka osiągasz koszty (ryzyko = 0). To czemu by nie posłuchać. Wygład minął w miarę szybko i sympatycznie. A gdy wykładowca na koniec dorzucił "... ale to nieważne. Żegnam chłodno z nutką ironii" zrobiło się nawet śmiesznie. Po 15 minutach przestało być śmiesznie bo zaczęła się filozofia. 4 rozdziały książki przeczytane, więc bilans i tak na plus.
Po zajęciach doczołgałam się na tramwaj, by oczywiście przed samym przejściem zauważyć, że mi spitolił. Żesz... Trudno, czekam na następny. Po drodze do domu zrobiłam zakupy w carrefure czy jak to się tam pisze. Śmiejąc się w twarz firmie Sante kupiłam cukier cinowy firmy "Carrefour" oraz mąkę i cytryny z myślą o zrobieniu ciasta. Poza tym napój energetyczny, który stał się wyższą koniecznością. Po zapewnieniu organizmowi solidnej dawki chemii mogłam targać siaty z zakupami. W mieszkaniu odkryłam, że pies sąsiadów chyba został sam w domu, bo szczeka jakby mu kota na balkonie zamknęli. Wkurzona odpalam Lordii w odtwarzaczu i od razu zrobiło mi się lepiej. Z tego wszystkiego upiekłam muffinki i zrobiłam leniwe. Chyba za sprawą muzyki wszystko okazało się POTWORNIE pyszne. Po prawie 2h pląsach w rytm monsterskiej muzyki odkryłam, że pies sąsiadów dalej szczeka. +100 do bólu głowy. Kawa, kawa, kawa.... by jakoś przetrwać wieczór. W końcu czeka mnie jeszcze rozgrywka. W Lol'u oczywiście.

Cytrynowe puchatki

Składniki:

  • 100 g mąki pełnoziarnistej pszennej (Lubella)
  • 200 g mąki ziemniaczanej
  • łyżeczka proszku do pieczenia
  • łyżeczka sody oczyszczonej
  • 200 ml jogurtu (gęsty, naturalny)
  • 3 jajka
  • 1 cytryna
  • 170 g cukru trzcinowego
  • 4 łyżki oliwy

Przepis:

Mąki, proszek i sodę przesiewamy do miski. Dodajemy cukier i mieszamy. Na koniec dorzucamy startą skórkę z cytryny (pod przepisem podaję sprytny sposób na tarkę hehe). W drugiej misce miksujemy ze sobą jajka, jogurt i oliwę. Mokre dodajemy do suchych i mieszamy do połączenia. Na koniec dodajemy sok z jednej cytrynki i intensywnie mieszamy. Ciasto będzie rosnąć na naszych oczach już w misce :D hahaha 
Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 190st na 20 minut (powinny się zarumienić na górze). uwaga, bo mogą delikatnie wybuchać xd serio, małe wulkaniki. Spokojnie, piekarnik nie ucierpiał :P Tylko delikatnie wyciekły. Za to są nieziemskoooo dobre <3





Sposób na skórkę z cytryny

Zazwyczaj uzywałam klasycznych oczek, ale tych małych. Mam jednak teraz taką tarkę, która... ich nie ma  :( Z tego powodu muszę trzeć na innych - takich drobnych, ostrych i na dodatek trudnych do umycia. Jednak przypomniał mi się sposób praktykowany przez moją Muti :D Wystarczy wyciąć kawałek folii (z woreczka, zwykłego "jednorazowego") przyłożyć i zacząć trzeć. Cytryna w 90% pozostanie na woreczku a tarkę wystarczy lekko przepłukać :) Dzięki Muti :*



A tutaj jeszcze porównanie. Dwa cukry dokładnie takie same - zarówno pod względem składu jak i pochodzenia. Jednak jeden jest firmowy, a drugi zwykły - z hipermarketu. Różnica cenowa? Zaledwie 3 zł :P Pffff ale tym sposobem stać mnie na 2 bilety autobusowe (na uczelnię i z powrotem). Jest to jedna z przyczyn dlaczego nie lubię Sante - u nich zawsze wszystko jest droższe, chociaż nie różni się od zwykłych produktów. A czasem jest to nawet gorsze.... i nie tak zdrowe jak reklamują. No chyba, że 3 zł biorą za opis cudotwórstwa ich produktu na odwrocie opakowania. O cukrze to sobie mogę poczytać na internecie. Także nie, dziękuję.


18 komentarzy:

  1. ooo.. cenowa różnica! <3
    Oo.. ale muffinki po takim dniu-boskość! Ale leniwe-hmm.. Wygrywają! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj skąd ja to znam, małe palce są chyba tylko po to, żeby się w nie uderzać, z łokciem mam często podobnie ałć :/
    Dużo się u Ciebie działo widzę :) gotowanie i jedzenie najlepsze na wyczerpujący dzień! ;)
    Puchatki faktycznie wyszły nieźle puchate :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie widziałam tego cukru trzcinowego - a ja zawsze przepłacam ! :O
    U mnie też jebnięci sąsiedzi zostawiają psa samego na cały dzień i ten włochaty kundel szczeka całe dnie ... aż uszy krwawią !
    A na leniwe i muffinki chętnie się wproszę ^^

    OdpowiedzUsuń
  4. ja teraz też wybieram na promocji cukier trzcinowy :) nie ma sensu przepłacać :)

    OdpowiedzUsuń
  5. mam identyczną tarkę <3 hahahah
    muzyka to chyba na wszystko pomaga :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Haha, to widzę, że uroczy dzień miałaś :p Zgadzam się z tobą - firma nie zawsze oznacza jakość. Czasem wolę kupić coś tańszego, a równie dobrego.

    OdpowiedzUsuń
  7. Zabieram muffinki i uciekam je wciągnąć mniam:)Monika Szlazak

    OdpowiedzUsuń
  8. Jak ja uwielbiam opisy Twoich dni! Normalnie pocę się czytając :D

    Muffinki doskonale wyglądają. Jak w moim domu ponownie zagości coś takiego jak cytryna to robię :)

    No i zgadzam się co do przepięknych cen Sante... :/

    OdpowiedzUsuń
  9. uwielbiam czytać Twoje wpisy, haha :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Hahahah, uwielbiam Twoje notki :D
    jeju, te puchatki to bym zjadła. muszę coś w końcu upiec, bo mam ogromne zaległości!

    OdpowiedzUsuń
  11. Ciekawy pomysł na babeczki.. nie widziałąm jeszcze takich z mąką ziemniaczaną :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Tak to, stety niestety, z tymi cenami bywa. Jakbym potrzebowała, to już wiem co brać;p

    OdpowiedzUsuń
  13. Sante mnie zawsze najbardziej dobija cenami granoli xD

    OdpowiedzUsuń
  14. Zaczytałam się a tu koniec. :)) Muffinki pysznie wyglądają, puszyście i jakos tak wilgotno :-))

    OdpowiedzUsuń
  15. Ciężki dzień... Muffinki z pewnością poprawiły humor, wyglądają pysznie :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Po takim dniu muffinki idealne :D

    OdpowiedzUsuń

Proszę li i jedynie o kulturę :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...