niedziela, 1 grudnia 2013

Dyniowo-bananowe ciasto i dzień z życia studenta zaocznego

Tak wyglądało moje andrzejkowanie wczoraj - czarowałam w kuchni :) Też wieczorem, bo wcześniej nie było czasu. I też na inne świętowanie nie miałam, co liczyć, bo do 18 w szkole, a Mój nawet do 21.... ale chociaż wieczorem razem zjedliśmy pyszne ciacho :)))
Dla ciekawskich - tak wyglądał mój wczorajszy dzień:
Pobudka - 5:30. Jezusiczku ciemno, ryby jeszcze śpią... poczłapałam do łazienki, umyłam twarz zimną wodą - trochę lepiej. Niemal od razu powedrowałam do kuchni z zamiarem zrobienia 350 kanapek by jakoś przetrwać dzień. Ambitnie zrobiłam dwie. I owsiankę na śniadanie. No nic, pomyślałam, kupię sobie jogurt w sklepie po drodze. Zjadłam, ubrałam się, nieudolnie nałożyłam prowizoryczny make-up i ruszyłam w zimny świat. W pociągu oczywiście sauna - ah ta ciągła zmiana temperatur, dziwne, że jeszcze żyję. Zabrałam się do czytania ksiażki. Kiedy już jednak pełna zapału przyłączałam się do Jaime'a ratując Brienne z rąk niedźwiedzia - Gdańsk Główny. Ten czas leci przy dobrej zabawie. Powlokłam się na tramwaj z zamiarem doczytania reszty na wykładzie. Wysiadając na Żabim Kruku - skądinąd właściwa to nazwa dla tego miejsca *- zamaszystym krokiem ruszyłam do sklepu z nadzieją, że już będzie otwarte. I że przestanie padać do cholery. Po drodze mijając zmarznięte gołębie, których główki niemalże zniknęły w tułowiu, ulitowałam się i kupiłam im kajzerkę. Potem nieomal straciłam życie - już widzę nagłówek Faktu - Złowieszcze gołębie odgryzły mi rękę. Przez moment myślałam, że zjedzą mnie żywcem. Pozbyłam się szybko bułki i uciekłam do szkoły. A tam duszno, gwar. Łazienka - pomyślałam, szybko łazienka. Otworzyłam okno, dwa wdechy i już mogłam iść do sali. W samą porę!
Statystyka. Wykład - uściślam i podkreślam. Pomyślałam - książka albo śmierć. Już-już wyciągałam swoją lekturę z nadzieją pokonania niedźwiedzia, ale wykładowca zaczął mówić ciekawe rzeczy. SERIO. Statystyka jako przedmiot, osobistym moim zdaniem, jest ultra ciekawa. Jeśli ktoś wyjaśni Ci jej cel oczywiście, na co czekałam przez 3 lata studiów. Po tych 3 latach dowiedziałam się też, że można uściślić definicję całki w 1 zdaniu! Eureko, wyszłam 12380923497263482384 razy mądrzejsza z tego wykładu. I nawet mi się podobał. Czemu nie wybrałam studiów z analizy statystycznej do cholery??? A tak - bo nie było. 
Kolejny wykład - prawo handlowe. JEZUSIE umrę. Na samą myśl o prawie czuję się jakby mi ktoś podał tabletki nasenne. Nic tylko położyć się i spać. Przyszedł jednak gościu, który z takim entuzjazmem wykładał (bez zająknięcia! Jakby książkę czytał), że zapomniałam, że przecież mówi o PRAWIE, które z definicji jest nudne. Choć o tej definicji zapomnieli wspomnieć w ustawie. Gościu podawał tak ciekawe zdarzenia, teorie, kontrowersje, że kurde AŻ słuchałam. Niedźwiedź musiał poczekać. A 4h upłynęły jak 10 minut.
Za to kolejne 4h ciągnęły się jakoby 8.... MATKO JEDENASTA po co mi filozofia ekonomi. Nie wiem. Po tym wykładzie natomiast wiem, że się nie zaprzyjaźnimy. Nie ma opcji. Filozofowie są spoko - czasem walną mądrym tekstem, który wszyscy udają, że rozumieją i interpretują zgodnie z intencją autora, pomimo, że intencję tę zabrał ze sobą do grobu. Ale te wszystkie szkoły filozoficzne, teorie, podziały - nuda. Zerknęłam na książkę - nie no nie mogę, trzeba notatki robić do diabła! Szukałam ratunku w komórce - odpaliłam Plants VS Zombies i nawalałam głupkowate zombie. Potem jeszcze podlałam swój wirtualny ogródek. Nagromadziłam kupę monetek - więcej niż kiedykolwiek a w między czasie notowałam (ah ta cudowna podzielność uwagi!). Na 1 przerwie wyszło (i nie wróciło) 90% studentów, co nie przeszkodziło wykładowcy prowadzić dalej wykładu. Nuda goni nudę.... KONIEC! Nareszcie. Ale nie zdążyłam skończyć rundy z zombiakami, więc powolnym krokiem zmierzałam na tramwaj zbierając monetki w grze. O mało się nie ... no, przewróciłam :P Ale dotarłam! 
Potem 2 minuty do pociągu - przeciskanie przez przechodniów, sprint tunelem i siadam. Oto jestem. Wyciągam spokojnie książkę już już prawie czytam, gdy z głośników wewnątrz pociągu ryknęło NASTĘPNA STACJA GDAŃSK STOCZNIA!!!!!!!!!!! Przez moment myślałam, że straciłam słuch - taka paniczna cisza woół była. Ale to tylko wszystkich zatkało z wrażenia. I znowu nagłówek w gazecie - Zabiła ją podróż SKM. Szczęśliwie dotarłam jednak do Gdyni, ogłupiona i ogłuszona, doczłapałam się do domu bijąc myślami - uczyć się czy gotować? Oto jest pytanie! Filozoficzne niemalże... Gotowanie wygrało. I blogowanie oczywiście :P Potem kolacja, ciacho, krem z awokado iiiiiii... własnie piszę post :) Tzn. napisałam - bo opublikuję go w niedzielę rano :) Czekam na Mojego, który zapewne mądruje się teraz na kółku programistycznym. Co zrobić, taki już jest - mój "mały" geniusz (w zasadzie prawie dwu metrowy) :P
Tak mi minął wczorajszy dzień - jeśli wytrwaliście to gratulacje :P

*idąc do szkoły po drodze mijam zawsze stado kruków wielkości małych piesków - czytaj: zadziwiająco ogromne.

A ciasto? Coś wypada o nim napisać. Wyszło genialne, nie chwaląc się oczywiście :) Nie miałam pomysłu za to dziką ochotę na ciacho. Co zrobiłam? wyciągnęłam z lodówki co miałam i stworzylam. I to dzieło przerosło moje wyobrażenie - puchate, lekkie, LEPKIE (cudownie) i delikatnie słodkie. Ciasto idealne - co innego mogę powiedzieć :) NAwet nie opadło, ani o milimetr - przysięgam. Sama byłam w szoku :D


Dyniowo-bananowe ciasto

Składniki:

na blachę kwadratową 23cm
  • 2 szklanki mąki pełnoziarnistej pszennej (użyłam Lubelli)
  • 3 jajka
  • 1/2 szklanki mleka
  • 1,5 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 3 łyżki miodu lipowego
  • 2 łyżki oliwy z oliwek
  • 4-5 łyżek puree dyniowego*
  • 1 banan
*moje nie było zbyt gęste, w razie konieczności dolejcie więcej mleka do ciasta.

Przepis:

Roztrzepujemy jajka z użyciem miksera, na puszystą masę. Dodajemy miodu i oliwy - mieszamy porządnie. Kolejnym składnikiem jest puree dyniowe - dodajemy i mieszamy ponownie. Mąkę z sodą przesiewamy do masy. Mieszamy najpierw łyżką, potem mikserem. Na koniec dodajemy pokrojonego na kawałeczki banana. Pieczemy w nagrzanym piekarniku (180st) 35 minut z termoobiegiem. Po tym czasie otwieramy piekarnik i zostawiamy ciasto w środku do ostygnięcia (wtedy jest szansa, że nie opadnie). Nie musicie tego robić jeśli nie chcecie, bo generalnie od razu nadaje się do spożycia ;)

Ciasto szybkie i przepyszne :) Gorąco polecam!



Ciacho z dodatkiem kremu z awokado - moja wersja kremu wkrótce na blogu!


Wybaczcie ostre kolory - wina światła.
Zostałam otagowana do zabawy w 10 faktów o mnie - zrealizuję w kolejnym poście, bo dzisiaj już nie dam rady.

24 komentarze:

  1. Cudownie się "Ciebie" czyta :) Przeczytałam całość jednym tchem. Miałaś dzień pełen wrażeń :)
    A to ciasto! Mam nadzieję, że podeślesz mi kawałeczek :)

    OdpowiedzUsuń
  2. dłuuuga historia z jednego dnia! wytrwałam, wytrwałam ! po tak wyczerpującym dniu, miłe zakończenie :)
    co do ciasta to świetnie wygląda! niestety dyni już nie mam, ale chętnie kiedyś wypróbuję :)
    miłej niedzieli ;*

    OdpowiedzUsuń
  3. ahahhaahaahahha Twoje opowieści strasznie przypominają mi moje własne przygody z cyklu "Pyza na polskich dróżkach". coś czuję, że byśmy się dogadały! swoją drogą widzę, że czytasz Pieśń Lodu i Ognia :D no a ciasto chcę, bardzo

    OdpowiedzUsuń
  4. o matulu... ale dzień! Mam nadzieje, że chociaż doczekałaś się na tego pilnego studenta ;D
    Aj,aj-zmiana temp, skąd ja to znam.. Nosze okulary, a więc nie ważne gdzie wejdę i tak nic nie widze ;D

    Mmm.. ciasto 1sza klasa, szkoda, że nie mogłam go zjeść z Wami :( ;D

    OdpowiedzUsuń
  5. I ja Cię otagowałam!
    Uwielbiam jak piszesz, haha, aż mi sie uśmiech pojawia na twarzy! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. rzeczywiście, niezwykle pulchniutkie :3
    haha, fantastyczna relacja z dnia, uśmiałam się podczas czytania :D szczególnie rozbawił mnie ten tytuł Faktu xD

    OdpowiedzUsuń
  7. Filozofia ekonomi? Kurde, to ekonomia ma swoją filozofię? Czy mi się wydaje, czy jest to wciskanie przedmiotu na siłę? :P

    Ciasto genialne :D Cieszę się, że zdecydowałaś się jednak czarować w kuchni, a nie siedzieć nad notatkami :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jak się to super czyta! Normalnie jak książkę :)
    Ciacho cudowne- chętnie je kiedyś zrobię, bo w zamrażalniku wciąż czeka puree dyniowe... ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak można czytać Twoje wpisy i nie dotrwać do końca....? Ja się pytam no ja ? To jest niemożliwe :) ! Heheh wciągnęłam się w tą historię :) Ciacho oczywiście jest MEGA :) Zabieram

    OdpowiedzUsuń
  10. Ooo super, też mam jeszcze dynię w zamrażalniku :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Uwielbiam twój charakterek wychodzący z każdego posta:)i zawsze dotrwam chociaż nie jest łatwo wiadomo dlaczego:)Monika Szlązak

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja chce to ciacho *.*
    Wow , masz intensywny trub życia ! :D

    OdpowiedzUsuń
  13. W mojej szafce też jest zawsze kilka rodzajów miodów, ale zgadzam się z tobą- rzepakowy jest najlepszy z nich wszystkich! :) Też kiedyś nie odróżniałam miodów, ale od paru lat moja babcia je namiętnie kupuje od miłego pszczelarza i od tamtej pory potrafię po smaku rozpoznać, jaki miód jest jaki ^^

    OdpowiedzUsuń
  14. kolor ciasta jedst nader interesujący!
    współczuję soboty spędzonej w szkole. ja sobie tego nie wyobrażam, al na magisterce zapewnie mnie też to czeka... buuu!

    OdpowiedzUsuń
  15. nagłówki z faktu, haha :D raz byłam w Gdańsku i Gdyni - przejazdem z Kołobrzegu do stolicy ;) szalony dzień miałaś ;D

    OdpowiedzUsuń
  16. Co ty masz z tym 'lepkie' wszedzie lepkie lepka lepki ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lepkość to specyficzna cecha żywności określająca, że dany produkt do spożycia nie jest suchy i charakteryzuje się delikatną kleistą strukturą.

      Usuń
    2. I nie można się nim udławić:)ha ha.M.Sz

      Usuń
  17. I to bardzo :D Migdałowe ciasto i kaki <3

    OdpowiedzUsuń
  18. Hehe tez mam zawsze dylemat czy sie uczyc czy gotowac xD albo zawsze sobie wynajde do ugotowania zeby odlozyc przynajmmniej na jakis czas ta nauke :p
    A ze puree z dyni akurat zalega u mnie w lodowce to juz dokladnie wiem co bede piec zamiast robic projekt xPP

    OdpowiedzUsuń
  19. Myślałam, że nie przeczytam tak długiego tekstu, bo nie mam już dziś siły, ale Twoje "opowiadania" czyta się tak dobrze, że nie można przestać!
    Ciasto wygląda pięknie! :)

    OdpowiedzUsuń

Proszę li i jedynie o kulturę :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...